14 lekcji z pierwszego roku działalności

Swoją działalność założyłam pod koniec 2016 roku, a dokładnie 10 listopada. Sporo się przez ten rok nauczyłam i stwierdziłam, że dobrze byłoby spisać te lekcje i przemyślenia. Może nie okażą się one przydatne właścicielom firm utrzymujących się na rynku od wielu lat i zatrudniających wieloosobowe zespoły. Ale też nie do takich osób kierowany jest ten blog. Mam innego rodzaju unikalne doświadczenia, które mogą okazać się przydatne osobom, które tak jak ja rok temu – stały przed dylematem własnej działalności lub które już rozwijają swój biznes.  Rok temu sama szukałam takich wpisów, a więc teraz postanowiłam podzielić się przemyśleniami ‘rok później’.

1. Nie czekaj aż będziesz gotowy bo to może nigdy nie nastąpić

Nie chodzi bynajmniej o to, aby rzucić stabilną pracę zaraz po tym, jak wpadliśmy na genialny pomysł założenia nowego startupu. Przed podjęciem radykalnych kroków dobrze jest zbadać rynek, potencjalną grupę docelową, zacząć mysleć o biznes planie, jakie usługi chcemy oferować, jaką markę stworzymy, w jaki sposób ją zakomunikujemy. Problemem jest to, że często wydaje nam się, że to wciąż nie jest dobry moment, że nie jesteśmy gotowi, albo że nie jesteśmy jeszcze odpowiednio dobrzy w tym co robimy. W rezultacie odkładamy działania i kroki w kierunku naszych marzeń i celów. Ten cytat wg mnie świetnie odzwierciedla myśl, którą chcę przekazać:

Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie.

Earl Nightingale

W tym roku moją uwagę przykuło zjawisko tzw. syndromu oszusta (impostor syndrome), który mówi o tym, że nigdy nie czujemy się wystarczająco dobrzy/mądrzy/doświadczeni, by osiągnąć to, na czym nam zależy. Czytałam o znanych osobach ze świata biznesu, dziennikarzach, którzy mimo osiągania sukcesów, wciąż powtarzali sobie, że przecież ja nic nie umiem; czy że moje sukcesy to kwestia przypadku i szczęścia. Sama nie wyzbyłam się takich myśli ale mam świadomość tego, że wiele osób tak ma. Wiem, że jeśli dam wygrać takim myślom, to zawsze znajdę sobie wymówkę na to, by nie podjąć działania.

 2. Zdrowie jest najważniejsze

Brzmi banalnie, prawda? Kiedy jesteśmy w formie i nic nam nie dolega, nawet nie myślimy o tym, że może być inaczej. Chcemy realizować kolejne projekty, a nierzadko przy tym przepracowujemy się i siedzimy po godzinach. Dopiero gdy coś dolega nam lub naszym bliskim, zatrzymujemy się i doceniamy momenty, kiedy nie musieliśmy martwić się o zdrowie, bo ono po prostu było.

Niestety, nawet wtedy gdy dbamy o zdrowie, niektóre rzeczy dzieją się niezależnie od nas. 2017 był dla mnie i moich bliskich ważny pod tym względem. Mimo, że niektóre rzeczy dzieją się bez naszego wpływu, uzmysłowiłam sobie jak ważne jest działanie w zakresie, na który mamy wpływ. Wciąż się tego uczę, ale zaczęłam postrzegać kwestię ciała inaczej niż wcześniej, dostrzegać wpływ tego, jak traktujemy ciało, na to jak się czuje i jak reaguje. Ciało to machina, która ma nam służyć jak najdłużej. Poprzez trucie go, zaśmiecanie nieodpowiednim jedzeniem, czy  ciągłe nadwyrężanie, wpływamy na obniżenie jego wydajności. Ci, którzy myślą o tym, jak zwiększyć swoją produktywność powinni zacząć od podstaw dbania o własne ciało i umysł – odpowiednia ilość snu, nieprzepracowanie się, nawadnianie organizmu, aktywność fizyczna. No bo w końcu chyba o to chodzi, by zachować dobrą formę jak najdłużej?

3. Planowanie jest potrzebne, ale wszystko może pójść zupełnie inaczej

W 2017 przekonałam się, że nawet najlepsze planowanie może dać w łeb i czasami życie ma dla nas inny plan. Są wydarzenia, których nie da się przewidzieć i które mogą z dnia na dzień wstrząsnąć naszą rzeczywistością. Czasami różne rzeczy w naszym życiu traktujemy jak pewnik jutra, jednak jest to tylko pozorne bezpieczeństwo. Wiele wydarzeń życiowych może w jednej chwili zmienić dzień jutrzejszy, a jedyne co możemy zrobić to pozostać silni i dostosować się do zmian.

Od tego roku unikam snucia dalekosiężnych planów. Raczej zakładam sobie intencje, projekty, na których chcę się skupić. Oczywiście rozbijam je na mniejsze taski, rozkładam ich wykonanie w czasie ale mam świadomość, że to czysta teoria, a życie zweryfikuje jego zrealizowanie. Może okazac się, że życiowe wydarzenia (ale też nadarzające się okazje) zweryfikują nasze priorytety. I to też jest ok. Warto być elastycznym i trzeźwo spojrzeć na sytuację w aktualnym kontekście, a nie kurczowo trzymać się założeń podjętych kilka miesięcy wcześniej. To jak z surfowaniem – trzeba poddać się nadchodzącej fali by ją ujarzmić.

4. Czasami potrzeba być przypartym do muru, by podjąć właściwą decyzję

Już końcówka 2016 pokazała mi, że dopiero kryzysowa sytuacja w życiu prywatnym dodała mi odwagi do zrealizowania tego, co chciałam zrobić od dłuższego czasu. W tamtym tygodniu zaczęłąm nową dobrą pracę w krakowskim technologicznym startupie. W momencie akceptowania oferty, nie byłam do końca przekonana, mimo dobrej pensji i obietnicy ciekawej pracy. Ciągnęło mnie do ‘czegoś swojego’. Jednak wiele sceptycznych i bojaźliwych głosów wokół mnie stłumiło moje pragnienie. Aż do kryzysowego momentu kiedy niemal z dnia na dzień musieliśmy wyjechać z moim narzeczonym za granicę w celach zdrowotnych. Wtedy podjęłam decyzję w 1 sekundę – jeśli musimy tam dłużej zostać, założę działalność i będę pracować zdalnie. Tak zrobiłam i to była najlepsza decyzja. Paradoksalnie, w kryzysowej sytuacji czasami jesteśmy najodważniejsi.

5. Stwórz sobie własną przestrzeń

2017 to był dla mnie pierwszy rok 100% pracy zdalnej. Bez chodzenia do biura. Bez dojazdów. Bez stałego miejsca pracy. Ja, mój komputer i dobre wifi. Niezależnie od lokalizacji. Wcześniej pracując w biurze często czułam się stłamszona. Czułam frustrację nie tylko z powodu ustalonych z góry godzin pracy ‘od-do’, w których wymaga się stałego poziomu produktywności i kreatywności (co praktycznie nie jest możliwe); ale tego, że przez te wszystkie godziny musisz siedzieć przy biurku. Obecnie, kiedy mam ochotę, wychodze popracować do kawiarni. Kiedy muszę być w pełnym skupieniu, siedzę w moim domowym biurze. Kiedy jest piękna pogoda, pracuję na tarasie. Robię coś twórczego, projektuję lub piszę – często, tak jak teraz, zasiadam na sofie. Tworzę wokół siebie środowisko, które wspiera procesy myślowe, a nie zabija je. Choć obecnie coraz więcej biur tworzy takie kreatywne przestrzenie, dla mnie lokalizacyjna niezależność wciąż wygrywa. Mogę pracować skądkolwiek (pod warunkiem dobrego dostępu do Internetu), a to dla mnie wartość nie do przebicia.

6. Jakość (klientów) ponad ilość

Na samym początku mojej działalności nie miałam konkretnego planu. Byłam gotowa na początkowy brak stabilności finansowej i chwiejne przychody. Podejmując decyzję o działalności, zaakceptowałam to ryzyko. Zakładałam jednak, że uruchomię swoje kontakty zawodowe i poinformuję je o mojej działalności, będę miała na początek kilka zleceń, które może przerodzą się w jakąś stałą współpracę. Na początku faktycznie miałam 2 klientów, firmy technologiczne, które potrzebowały wsparcia marketingowego. Współpraca z jedną z nich przerodziła się w dłuższą relację.

Już w drugim miesiącu swojej działalności Tiramisu Studio podjęłam współpracę z międzynarodową agencją marketingową, która chciała współpracować ze mną w pełnym wymiarze godzin. Za stałe fee. Podjęłam się współpracy (która trwa do dziś), ale wtedy myślałam jeszcze, że mimo poświęcania pełnej uwagi temu klientowi, dam radę realizować dodatkowe zlecenia. Firma IT, z którą wtedy jeszcze kontynuowałam współpracę coraz częściej pytała mnie, czy nie chciałabym dołączyć do stacjonarnego zespołu w Krakowie. Rozwijali się niezwykle szybko i faktycznie osoba na miejscu sprawdzałaby się dużo lepiej, byłaby bardziej na bieżąco ze zmieniającą się startupową codziennością i mogłaby lepiej współpracować z zespołem na miejscu. Wtedy pracowałam zdalnie z Włoch i nie mogłam sobie na to pozwolić. Co więcej, wiedziałam, że wybór o niezależności lokalizacyjnej był dla mnie kluczowy i że nie chcę wracać do biura. Coraz ciężej było godzić czas i wykonywać dobrą pracę dla obu klientów jednocześnie. A oprócz pracy, wciąż chciałam mieć czas na inne ważne rzeczy, które wtedy działy się w moim życiu.

I tak postanowiłam, że jakość ponad ilość. Sama zasugerowałam klientowi, że powinni zatrudnić kogoś na miejscu. Pożegnaliśmy się i tak przez następne miesiące pracowałam w 100% tylko dla jednego klienta, odmawiając często innych dodatkowych ofert. Wspólpraca ta dawała i daje mi satysfakcję finansową, dzięki czemu czas, który spędzałabym na wypruwaniu sobie żył na dodatkowych zleceniach spędzam na inwestowaniu w siebie, czytaniu, planowaniu innych projektów. Oczywiście jestem też świadoma takiej strategii – w momencie kiedy taka współpraca z jakichkolwiek powodów kończy się, muszę być gotowa na alternatywy i działanie.

7. Rozwijaj swoje najmocniejsze kompetencje

Zakładając działalność nie wiedziałam dokładnie jakie usługi będę oferować – wcześniej zajmowałam się szerokopojętym marketingiem, od pisania tekstów, poprzez zarządzanie mediami społecznościowymi, po koncepcje kreatywne, pisanie scenariuszy, ale także zarządzanie projektami marketingowymi, tworzenie strategii marketingowych i zarządzanie zespołami. Byłam elastyczna w kwestii wykonywania zleceń w tym zakresie, choć wiedziałam, że największą satysfakcję dają mi działania strategiczne i zarządzanie projektami marketingowymi.

W trakcie pracy dla klienta – agencji marketingowej właśnie te kompetencje miałam szansę rozwinąć. W trakcie pojawiało się wiele okazji ‘drobniejszych zleceń’ związanych np. z tworzeniem tekstów czy prowadzeniem profili społecznościowych. Odmawiałam, bo postanowiłam sobie, że teraz czas na rozwijanie kompetencji strategicznych, inwestowanie w naukę i wdrażanie projektów inbound marketingowych. Ale wiem też, że gdybym nie miała wtedy stabilności finansowej, byłabym otwarta na takie zlecenia. Wtedy poczułam jednak, że to odpowiedni czas, aby wybrać, nauczyć się odmawiać i skupić się na rozwoju umiejętności, na których najbardziej mi zależy.

 

8. Skup się na swojej pracy i zleć inne rzeczy innym

Decydując się na własną firmę, trzeba podjąć kilka wyborów. Mali przedsiębiorcy lub freelancerzy bardzo często postanawiają zająć się wszystkim sami. Od stworzenia swojej strony internetowej, poprzez pisanie tekstów, po księgowość. W rezultacie często nie mają czasu na faktyczną pracę i zlecenia, które miały być przecież źródłem utrzymania. Z mojego doświadczenia strona internetowa Twojej firmy może poczekać. Jeśli masz klienta/ów, zajmij się realizacją jak najlepszych usług dla nich. To oni dają Ci źródło utrzymania, a nie postawienie strony internetowej. Oczywiście posiadanie jej może przynieść nowych klientów, ale jeśli aktualne relacje z klientami przyniosą Ci dochód, skup się na nich. To dzięki nim zbudujesz swoje portfolio, z którym później wyjdziesz do nowych klientów.

Zrezygnuj z zajmowania się wszystkim sam – czasami lepiej zainwestować w pomoc, a samemu skupić się na faktycznej pracy i tym, co potrafi się najlepiej. Jednym z takich kroków, które podjęłam na samym początku było zlecenie księgowości na zewnątrz, dzięki czemu nie muszę martwić się o prawne aspekty działalności. Nie wyobrażam sobie zajmować się tym sama, a wiem, że niektórzy podejmują się tego, marnując czas na siedzenie w przepisach i papierach. A przecież w tym czasie mogliby realizować kolejne zlecenie i dbać o swój przychód!

9. Nie szukaj winnych

Podczas wieloletniej pracy stacjonarnej w różnych agencjach marketingowych w Polsce spotykałam się często z podejściem, że jeśli coś pójdzie nie tak, trzeba jak najszybciej znaleźć winnego i wyciągnąć konsekwencje. A już na pewno wprowadzić go w poczucie winy i sprawić, że cały zespół (a może nawet cała firma) będzie wytykać go palcami. W tym roku zetknęłam się z zupełnie odmiennym podejściem, które dodało mi dużo siły. Razem z agencją marketingową, z którą współpracuję staneliśmy przed kryzysowym momentem podczas realizacji dużego projektu. Okazało się, że branża, dla której przygotowywaliśmy strategię była tak złożona, że nikt do końca nie wiedział, jak zrealizować projekt. Dodatkowo, osoba, która była świeżo zatrudniona na stanowisko stratega, nie zapewniła oczekiwanej wiedzy eksperckiej. O mały włos, a zawalilibyśmy projekt i stracillibyśmy klienta.

Sytuację udało się jednak uratować i projekt zakończył się sukcesem. Jak to się stało? Skupiliśmy się na znalezieniu zródła problemu (a nie winnych), znaleźć na nie natychmiastowe rozwiązania i odpowiedzieć sobie na pytania: Co poszło nie tak i dlaczego? Gdzie brakowało odpowiedniej komunikacji? Co musimy zmienić lub wdrożyć, aby szybko zażegnać kryzys? Oprócz tego przedefiniowaliśmy zadania i role w zespole, co okazało się strzałem w dziesiątkę.

10. Przyznaj, że czegoś nie wiesz i pytaj

Działając w branży marketingowej i technologicznej, bardzo często innowacyjne rozwiązania tworzy się na podstawie bieżących obserwacji, eksperymentów, doświadczeń. Nie ma gotowych rozwiązań na wszystko. Dlatego w trakcie projektu może okazac się, że jest wiele znaków zapytania. Będąc zatrudnionym jako konsultant czy ekspert, ciężko jest przyznać się do niewiedzy. Czasami cięzko jest też zadawać pytania, bo boimy się, że ktoś zobaczy, że czegoś nie wiemy lub że zostaną uznane za zbyt oczywiste. Ale brak takiego działania może doprowadzić do zawalenia projektu, lub poprowadzeniu go w złym kierunku. W tym roku zespół, z którym współpracuję dostał wiele ‘zielonych świateł’ na zadawanie pytań i przyznawanie się do niewiedzy. Podczas realizacji projektów właśnie regularne spotkania (lub zdalne telekonferencje z zespołem) pozwalały sprawnie budować skuteczne rozwiązania  – poprzez zadawanie pytań, dzielenie się wątpliwościami, burze mózgów. Wiem, że nie byłoby to możliwe, gdyby każdy odgrywał poker face i zgrywał eksperta pomimo wewnętrznych wątpliwości.

11. (Współ)pracuj z klientem

W tym roku nauczyłam się, że realizacja zlecenia rzadko polega na łańcuchu zdarzeń: zapytanie od klienta –> rozwiązanie –> realizacja zlecenia. Taka kolej rzeczy należy do wyjątków, zwłaszcza gdy mamy do czynienia z kompleksowymi projektami. Kiedyś wydawało mi się, że jeśli klient zgłasza problem to ja muszę znać gotowe rozwiązanie na jego bolączki i oczywiście rozwiązanie to musi być super funkcjonalne, zwiększać ROI etc etc.

Ten rok nauczył mnie jednak, że przy dużych projektach nie ma gotowych rozwiązań. Każdy klient wymaga indywidualnego podejścia i często nawet dogłębne poznanie potrzeb klienta nie jest wystarczające. Czasami Twoją rolą jest stworzenie narzędzi, dzięki którym wspólnie z klientem wypracujecie najlepsze rozwiązanie, zamiast oferowania gotowych rozwiązań.

12. Porażki to najlepsze lekcje

Czasami błędy mogą czasami kosztować wiele pracy, a nawet pieniędzy. Można w ten sposób stracić ważne zlecenie czy klienta. W tym roku nauczyłam się zupełnie innego podejścia do błędów i porażek. Choć ich nie znosimy, to właśnie one dają nam najlepsze lekcje. Rodzice często chcą na siłę uchronić swoje dzieci przed upadkami i porażkami, ale czy to nie właśnie one uczą nas najwięcej? Ostatnio usłyszałam też takie zdanie, które zapadło mi w pamięć: powinniśmy życzyć sobie jak najwięcej takich porażek, które dadzą nam jak najlepsze lekcje. Coś w tym jest.

13. Praca nie zawsze “wydarza się” w pracy

Wbrew temu, jak wciąż funkcjonuje wciąż większość firm na rynku, z własnego doświadczenia widzę, że na najlepsze pomysły wcale nie wpadam siedząc za biurkiem. Szkielet i treść dużej prezentacji strategicznej dla klienta opracowałam podczas momentu ‘olśnienia’ będąc na urlopie na Majorce. Na inny pomysł kreatywny wpadłam słuchając podcastu. Oderwanie się od pracy pozwala nam spojrzeć na problem ‘out of the box’. To własnie zbyt maniakalne zanurzenie w pracę i projekty pozbawia nas kreatywnego i trzeźwego spojrzenia.

Dziwię się też osobom, który cały swój czas wolny spędzają na czytaniu/oglądaniu/słuchaniu treści związanych z ich branżą i biznesem. Owszem, jest to rozwijające, daje dużo wiedzy i ja też to robię. Ale rozszerzając horyzonty poza pracę, dostrzegam pozytywny wpływ właśnie na pracę! Pójście do galerii sztuki, przejrzenie album fotograficznego, rysowanie, obejrzenie filmu, przeczytanie powieści – wszechstronne aktywności nie związane z pracą mogą pomóc nam być lepszymi kreatorami, managerami, przedsiębiorcami. Często najlepsze pomysły wpadają do nas w najbardziej nieoczekiwanych momentach. Dlatego warto podczas dnia pracy znaleźć moment na takie ‘kreatywne oderwanie’. Sama wiem jak ciężko czasami w ciągu dnia oderwać się od natłoku pracy i poświęcić chwilę na taką aktywność, ale wiem też jakie korzyści to może przynieść. W 2018 obiecuję sobie realizować takie małe powerful breaks!

14. Pamiętaj, dlaczego jesteś tu gdzie jesteś

Pomimo podjęcia świadomej decyzji o radykalnej zmianie swojego życia (cokolwiek to nie jest – założenie firmy, zostanie rodzicem, wyjechanie za granicę), nie ma gwarancji, że podczas tej drogi będzie ciężko. Zapewne spotka Cię wiele wyzwań i czasem możesz zadawać sobie pytanie i po co mi to było?? Mogłam teraz spokojnie być [tu wpisz pomyślane miejsce] i robić [tu wpisz pomyślaną czynność] zamiast [tu wpisz aktualne miejsce gdzie jesteś] 🙂

Warto wtedy sięgnąć do źródeł swojej decyzji i przypomnieć sobie dlaczego jesteś tu gdzie jesteś. Dla mnie takim motywatorem jest możliwość pracy niezależnie od lokalizacji. Kiedy pracuję ciężko nad jakimś projektem, spędzam nad pracą więcej czasu niż to sobie założyłam, przypominam sobie ten powód. I wiem, że może i teraz jest ciężko ale potem przyjdzie satysfakcja i czas na odpoczynek.

***

Co w 2018?

Chodzi mi po głowie kilka projektów związanych z creativita.pl i moją działalnością – Tiramisu Studio. Tak jak wspomniałam wcześniej, firma wciąż nie ma strony internetowej. Nie było to dotychczas bolączką bo na brak klientów nie narzekałam, ale mam w głowie kilka rzeczy, które w ramach Tiramisu Studio chciałabym rozwinąć. W 2017 roku sporo myślałam nad koncepcjami związanymi z service design i stroną www. Będzie ona skupiała się na kreatywnych rozwiązaniach marketingowych dla firm i agencji (strategia), nowych i rozwijających się firm i freelancerów (być może warsztaty).

A blog creativita, który czytasz będzie częścią Tiramisu Studio. I jego też chciałabym nieco rozwinąć. Chodzi mi po głowie zorganizowanie wydarzenia w Krakowie, które skupiałoby się na tematach pracy zdalnej i ‘pracy przyszłości’, które skupiłoby freelancerów, osoby które zastanawiają się nad takim sposobem pracy, ale także firmy, które takie możliwości oferują. Życie pokaże jednak w praktyce co przyniesie rok 2018. A za rok mam nadzieję zrobić podsumowanie kolejnego roku pełnego nowych lekcji i doświadczeń.

 

Życzę Wam sukcesów w 2018, realizacji swoich marzeń i planów,  ale też błędów, z których wyniesiecie najlepsze lekcje!

Agnieszka

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *